2018-03-27

Doktor Radzikowska: Najgorsze to nienawidzić swojej pracy

0

Lekarka z programu „Walka o piersi” w szczerej rozmowie z POLSATCAFE.PL. Elżbieta Radzikowska opowiedziała jak wygląda dzień z życia chirurga, czy przeżywa dramaty swoich pacjentów i jak radziła sobie na planie zdjęciowym produkcji Polsat Cafe.

- Jak wygląda pani zwyczajny dzień?
- Wstaję codziennie około szóstej. Godzinę później jestem już w pracy. Na szczęście nie muszę długo dojeżdżać, bo mieszkam w pobliżu szpitala. Później przygotowuję się do zabiegów. Obmyślam i analizuję, próbuję przewidzieć co może się wydarzyć na sali operacyjnej i jak się na to przygotować. Oprócz zabiegów mam jeszcze mnóstwo obowiązków ordynatora oddziału. Po południu udaję się do drugiej pracy, gdzie zajmuję się głównie medycyną estetyczną. Do domu wychodzę około dwudziestej, dwudziestej pierwszej. Bardzo późno kładę się spać, bo przyznaję, że zawsze byłam „nocnym markiem”. Lubię swoją pracę, bo sprawia mi przyjemność i to właśnie dzięki temu mogę w ten sposób funkcjonować. Najgorsze co może być, to praca, której się nienawidzi…

- Pracując od rana do wieczora chyba trudno jest się odciąć w domu od obowiązków zawodowych?
- Nie da się, a nawet nie powinno całkowicie odcinać od pracy. Szczególnie jeśli wykonuje się zawód chirurga. To nie jest tak, że wszystko przeżywam, bo to też nie byłoby dobre. Po prostu czasami człowiek potrzebuje rozmowy, porady albo chociaż zastanowienia się czy coś zrobiło się na pewno dobrze.

- Jakich operacji wykonuje pani najwięcej?
- W szpitalu wykonuję głównie operacje rekonstrukcji piersi, usuwanie zmian nowotworowych, plastyki i rekonstrukcje miejscowe. Są to operacje, które mają ułatwić pacjentowi powrót do normalnego życia. Jeśli chodzi o zabiegi komercyjne, to przede wszystkim przeprowadzam wciąż bardzo popularne operacje piersi, liftingi oraz plastyki powiek, operacje nosa czy modelowanie sylwetki.

- A wszczepianie implantów w pośladki? Ostatnio panuje moda na duże pupy a’la Kim Kardashian.
- Nie jestem zwolenniczką modelowania pośladków za pomocą implantów. O ile na piersiach nikt nie siedzi całymi dniami, to z pupą jest już inaczej i to dosłownie. Trzeba patrzeć bardziej perspektywicznie. Pośladki są mocno eksploatowanym fragmentem naszego ciała i nie wiadomo jak wszczepiony implant wyglądałby za kilkanaście lat. W moim zawodzie jest taka zależność, że jeśli lekarz lubi określony typ urody, na przykład duże piersi, to takie będzie proponował swoim pacjentom. Mnie absolutnie wielkie pupy się nie podobają i też z tego względu na nie nikogo nie namawiam.

- Czy zdarzają się szczególnie trudni pacjenci?
- Tak, zdarzają się. Przede wszystkim my jako lekarze nie zawsze jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom, które czasami są nierealne. Warto wtedy mieć dokumentację fotograficzną „przed i po” zabiegu. To bardzo dobra metoda, ale przyznaję, że nie zawsze ją stosuję. Siebie oglądamy codziennie i pewnych zmian nie zauważamy. Dopiero kiedy ktoś pokaże nam fotografię, widzimy, że nasze ciało i twarz wyglądają inaczej. Niektórzy ludzie są jednak wiecznie niezadowoleni ze swojego wyglądu, nieważne czy są przed czy po udanym zabiegu. Tak było, jest i będzie.

- Czy jest pani przykro kiedy pacjent jest niezadowolony z operacji?
- „Przykro” to chyba nieadekwatne słowo. Lekarz nie powinien być aż tak emocjonalny. Owszem, często próbuję stanąć po stronie pacjenta i zrozumieć, że skoro wydaje pieniądze, to chciałby być zadowolony z zabiegu w stu procentach. Jest to jednak trudne, bo tak jak wspomniałam są ludzie, którzy zadowoleni nie będą nigdy. Podczas konsultacji staram się wyłapywać takie jednostki. Jeśli ktoś trafia do mnie i okazuje się, że miał już kilka operacji i według niego każda była nieudana, zapala mi się czerwona lampka. Swoim pacjentom staram się nigdy nie obiecywać zbyt dużo. Jeśli przedstawi im się czarny scenariusz, to po udanym zabiegu są dwa razy bardziej zadowoleni.

- W programie „Walka o piersi” operowała pani kilka kobiet, które miały problemy często na skutek bardzo drastycznych i przykrych historii. Która z bohaterek wywarła na pani największe wrażenie?
- To były bardzo różne bohaterki. Najbardziej utkwiła mi w głowie historia Pauliny, której partner wstrzykiwał w piersi olej, co spowodowało konieczność amputacji. Zaskakujące było dla mnie może nawet nie samo wstrzykiwania oleju, bo ludzie niestety robią okropne rzeczy coraz częściej, ale to jak potoczyły się dalsze losy tej kobiety. Otóż Paulina poznała nowego partnera, który w pełni ją zaakceptował. Para doczekała się nawet dziecka. Okazało się, że piersi wcale nie były tu tak istotne. Patrzyłam na to z niedowierzaniem, bo ja mimo wszystko jestem estetą i nie wiem czy miałabym w sobie tyle siły, odwagi i miłości, aby zainteresować się taką partnerką. Zakończenie tej historii jest niesamowicie optymistyczne, budujące i po prostu piękne.

- Cały czas obserwowała panią kamera. Jak radziła pani sobie pracując pod jej czujnym okiem?
- Przez kilkanaście lat byłam adiunktem w Zakładzie Anatomii i uczyłam studentów. Na sali wykładowej było często kilkaset osób, ale to właśnie dzięki temu doświadczeniu przestałam się denerwować przed wystąpieniami publicznymi. Kamera mnie nie stresuje. Na szczęście podczas nagrań nie było wielu powtórek i wszystko jakoś od razu wychodziło. Chciałam pokazać prawdziwą siebie. Bez żadnego aktorstwa. Nie zamierzałam udawać, że jestem grzeczna i przeżywam każdy przypadek pacjentek, że wspólnie z nimi płaczę i się przytulam. Należę do osób zdystansowanych i nie jestem wylewna. To widać w programie.

- Jest pani bardzo zajętą osobą. Kiedy znajduje pani czas dla przyjaciół?
- Prawda jest taka, że nie ma zbyt wielu przyjaciół. Owszem, mam dużo znajomych, koleżanek i kolegów, ale przyjaźń to dla mnie głęboka forma zaangażowania, którą wypracowuje się latami. Ludziom wydaje się, że zawieranie nowych znajomości nie jest dla mnie problemem, ale to nie do końca prawda. Jeśli już jednak ktoś zostaje moim przyjacielem, to może na mnie liczyć w stu procentach. Z wygospodarowaniem czasu dla bliskich jest trudno, ale staram się znajdować chociaż chwilę na kawę i krótkie spotkanie.

- Jak się pani relaksuje?
- Oj, to trudne pytanie, bo nie za bardzo potrafię się relaksować... Lubię jednak poczytać i napić się dobrego wina. Kocham Francję, szczególnie Lazurowe Wybrzeże. Ten klimat, jedzenie i ludzie są nie do podrobienia. To bez wątpienia moje ukochane miejsce na ziemi. Dopiero tam czuję, że odpoczywam. Kiedyś sporo malowałam - teraz maluje moja córka. Zawsze i wszędzie. Ta umiejętność przydaje się bardzo w moim zawodzie. Chirurdzy często przed operacją szkicują na ciele pacjenta, ja tego zazwyczaj nie robię, bo potrafię sobie wyobrazić pewne rzeczy. Jeśli jednak już zdarza mi się coś namalować, to koledzy śmieją się, że maluję tak, żeby wiedzieć jak nie ciąć…

- Ma pani dorastającą córkę. Czy chciałaby pani, żeby poszła w pani ślady i została chirurgiem?
- Edytka w ogóle nie nadaje się na lekarza, więc raczej w moje ślady nie pójdzie. Jest zbyt emocjonalna i wrażliwa, co myślę bardzo utrudniałoby jej pracę w tym zawodzie. Wie jednak o chirurgii więcej niż ktokolwiek inny. Często śmiejemy się, że mogłaby prowadzić konsultacje. Córka od dziecka widziała jak wygląda w praktyce praca lekarza i dlatego wie z czym to się wiąże. Jako matka przede wszystkim chciałabym, aby moje dziecko było szczęśliwe. Niekoniecznie jako chirurg. Wystarczy, że ja nim jestem.

Rozmawiała Joanna Grochal

Zobacz także:
Zobacz odcinki 1. edycji programu „Walka o piersi” w IPLA.TV

Komentarze
© Polsat Cafe